lunedì 13 marzo 2017

Wyprawa z kotem.

Milou  na wakacjach rok temu.
Jeszcze dobry miesiąc i podróż do Polski. Czekam na ciut cieplejsze dni, by zacząć porządne sprzątanie, bo przy chłodnym wietrze, mycie okien może się zakończyć niezłym przeziębieniem. Moja rodzinka się śmieje, że jak powrócimy, będę musiała odstawić kolejne porządki, ale zawsze im mówię, że muszę pozostawić sprzątniętą chałupę na ewentualną wizytę złodzieja... owszem, zdarzają się i takie nieprzyjemne sytuacje.
Przygotowania do wyjazdu idą powoli i na pierwszy rzut poszedł kot, a dokładniej kotka. Wizyta u pani weterynarz to niestety kolejka pomiędzy gromadą piesków, tych mniejszych i tych większych, tych cichutkich i tych co to szczekają bez powodu. Kotów jest jak na lekarstwo i dobrze, że są, bo nasza czułaby się bardzo osamotnionia. Wystraszone te zwierzaki, ale cóż, je też obowiązuje kolejka, tym bardziej, że to pani weterynarz jedna z lepszych w mieście. Po dwóch godzinach oczekiwania, nasza Milou zaczyna pomiałkiwać i na nic się zdają nasze pieszczoty, nasze przytulanie... bidulka trzęsie się i nie wiemy, czy ze strachu, czy z zimna, czy po prostu ma już dość!
W końcu wchodzimy i my... nie wiem czy wizyta trwała 5 minut, ale bez szczepionki przeciw wściekliźnie nie ma mowy, by ją zabrać gdziekolwiek poza granice kraju. Słoweńcy, bez takiego zaszczepienia, lepią mandaty sięgające 350 euro i potrafią zabrać zwierzaka... myślę, że Austriacy i Czesi też nie byliby lepsi. Nie wiem jakby zareagowano w Polsce, ale tam przynajmniej mogłabym się wygadać i coś wymyśleć, ale po co ryzykować? No to nasza kocia panienka ma wszystkie dokumenty w porządku przynajmniej na rok. Dlaczego "przynajmniej" ? Do chwili obecnej szczepionka była ważną tylko przez rok, obecna ma ważność 3 lat, ale to nie znaczy, że wszystkie kraje, które przejeżdżamy mają przepisy podobne do włoskich. Wiem, że Niemcy uznają te trzyletnie ale nie mam pojęcia jak jest w pozostałych krajach. Przyjdzie mi pogłówkować i sprawdzić wszelakie przepisy dotyczące powyższego tematu. 

Ktoś by powiedział: zostaw kota w domu! Nigdy, w końcu zwierzakowi też się od życia coś należy! Leniuchuje cały rok więc wakacje pośród zieleni, w pięknie kwitnącym ogrodzie, tocząc wojny z innymi kotami i goniąc za wszystkim co fruwa - jak najbardziej się należą! Tutaj takich "przyjemności" i wygód nie zapewni jej żadno miejsce... a tam w kraju, w ogrodzie mamy, czuje się niczym w raju!

16 commenti:

  1. Wierz, czasem mam dość kotów! Rozglądam się za pieskiem. Mam dwie dorosłe kotki, i teraz... bony! -- znowu są w ciąży. Mogłabym je zabrać do lekarza, ale brak kasy, po drugie za daleko i brak własnego auta. Kociska to pasożyty, tylko by żarły bez końca. W dodatku higiena, ech... Po kiego grzyba to wszystko. Nie ma to jak miła psina, i pożytek z niego wielki. Podziwiam Ciebie, że potrafisz okazać cierpliwość w tym temacie. Ja nie wzięłabym kota w podróż. Pozdrawiam :)

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Nie pierwszy raz gdy podróżujemy z kotem; ona jest już przyzwyczajona. Problemem są zawsze przepisy tego dotyczące, bo każdy kraj je interpretuje po swojemu. Mój kot należy raczej do niejadków; powiedzmy, że trzyma swoją linię. Była dla nas problemem przed sterylizacją, bo wcześniej jej okres rujki doprowadzał mnie do szaleństwa.
      Też kocham psy, ale z nimi trzeba wychodzić na spacer razem z miotełką i woreczkiem plastikowym, by pozbierać to co zostawiają na chodniku... jakoś mi to nie leży. Kot ma kuwetę i raz na tydzień córka robi w niej totalną dezynfekcję... myślę, że w mieście z kotem bardziej poręcznie.

      Elimina
    2. Jak się mieszka na wsi sprawa z pieskiem troszkę lżejsza jest ;)) Ale nie znaczy, że nie trzeba brać miotełki i szufelki, ech...
      Moje kotki to żarłoki na potęgę -- matka i córka. Teraz mamusia jest w ciązy, córcia się nie dała omamić :)) 1 maja skończy roczek. Koty są też wredne. Nie dość, że dostają jedzenia w bród, to -- skubane -- łażą do sąsiada, i nie tylko tam. Piesek nakarmiony nie zdradzi swojej pani (pana).

      Elimina
    3. Masz rację - kocia natura jest inna aniżeli psia. Faktem jest, że moja się słucha jak piesek i do sąsiada nie zagląda, co najwyżej przez dziurki w płocie. Wieczorem wystarczy gdy powiem, że idziemy spać i grzecznie wchodzi do domu. Chodzi ze mną na spacery i nie odstępuje mnie na krok. To powoduje, że wszyscy się za nami oglądają, bo każdemu jest dziwnym, że kot zachowuje się niczym pies. Muszę rozmawiać z nią po polsku, bo gdy mówię po włosku patrzy na mnie jak na ufoludka.

      Elimina
  2. Też kocham koty.Mamy wspólnego z córką, mieszka 100 km ode mnie.Taka miłość jest wygodna.
    Na pewno zabrałabym go ze sobą na dłuższy wyjazd. Miłość zobowiązuje!
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Moja córka jeszcze mieszka z nami i to jest w sumie jej kot... myślę jednak, że gdy odejdzie z domu, Milou zostanie przy nas. Ona może sobie poszukać nowego kota albo nawet psa.

      Elimina
  3. no i ja nie umiała bym zwierzaka samego zostawić toc to członek rodziny jak by nie patrzył

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Zostawiliśmy ją tylko raz tutaj pod opieką pewnej pani, gdyż nie miała 6 - miesięcy i szczepienia przeciw wściekliźnie, nie mogliśmy zrobić. Potem już nigdy nie została sama. Owszem, traktujemy ją jak członka rodziny, gdyż uważam, że jak bierzesz sobie na dom zwierzaka, to już tak do końca.

      Elimina
  4. Koty wprawdzie to zwierzaki indywidualiści, ale zabrałabym kota, bo jemu też "należy się". Kiedy czytam o dylematach związanych z kotami, zawsze przypomina mi się wiersz Szymborskiej i słowa: "tego kotu się nie robi..." ("Kot w pustym mieszkaniu")

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Nie znam tego wiersza; czasem na kilka godzin zostaje sama, bo wszędzie z nami być nie może, tym bardziej, że to strachliwe kocisko. W podróży nie wyścibia nosa nawet za lekko uchylone okno.. dopiero oczy jej wychodzą z orbit, gdy już docieramy do mamy.. nie dowierza, ale po chwili jest już poza samochodem z wyprostowanym ogonem - to jej znak, że jest super!

      Elimina
  5. Twoja kotka Grażynko pasowałby do mojego Perra, bo też czaro- biała. Ładnie się nazywa- Milou. Zaraz mam skojarzenie z filmem- "Milou w maju"- Mam go na DVD i lubię do niego wracać.
    Lubi podróżować? Dla mojej Figi jazda do weterynarza- 5 km-to straszne przeżycie. Ale masz rację, zwierzęciu też się należą wakacje! Pozdrawiam Cię serdecznie

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Każdy wyjazd z domu dla Milou to też przeżycie; już kiedy widzi, że się pakujemy, zaczyna coś podejrzewać... potem w samochodzie słychać jej miauczenie - teraz krótko, ale pamiętam rok, że przez 300 km w kraju nie robiła przerwy i tak dociągnęła nam do Brna. Miałam dość... w końcu przestała, bo wysiadły jej struny głosowe.

      Elimina
  6. Ja to rozumiem, sama jestem "psią mamą". Dom bez zwierzęcia jest pusty. W zeszłym roku umarła nasza ukochana bokserka, dzień później zostaliśmy opiekunami wielorasowej Lary. Pomogła ukoić żal po Kamie a teraz dostarcza wiele radości. Ma rok i juz jest mądra i posłuszna, chociaż w zabawach niezmordowana. Pozdrawiam :))

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Też kocham zwierzaki i zawsze przeraża mnie ich odejście.. żal i pustka. Z tego też powodu, nie potrafię zrozumieć tych, co to traktują zwierzę jak zabawkę i gdy się znudzą, po prostu wyrzucają albo jeszcze gorzej: sami posyłają na inny świat.

      Elimina
  7. Miałam psy i koty. Każdy zwierzak ma swoje wady i zalety. Pies jest bardziej absorbujący - spacery za to bardziej bezpośredni w okazywaniu uczuć. Za to kot to partner, jeśli traktujemy go po partnersku potrafi być niesamowitym przyjacielem. Mogłabym godzinami opowiadać o moich byłych kocich rezydentach. Nigdy nie zabierałam swoich kotów na wyjazdy, mam ogród i moje koty zawsze były kotami wychodzącymi. To niesamowite, że zabierasz swoją kotkę ze sobą.
    Pozdrawiam.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Moja też wychodzi; mamy za oknem dach innego domu, który traktujemy jako taras; ona tam przesiaduje godzinami pomiędzy kwiatami w doniczkach. Do Polski jeździ gdy tylko pozwolono nam zrobić pierwsze szczepienie, tj. niemal od 8 lat. W Polsce spędza godziny w ogrodzie i nie wychodzi za ogrodzenie, no chyba że obcy kot się tam pojawi. Broni tego co do niej należy i sama też poza swój rewir nie wyścibia nosa.

      Elimina

Dziękuję za odwiedzenie mego wirtualnego domu i podzielenie się ze mną Twoją opinią... korzystam z okazji i życzę Ci wesołego dzionka; jeżeli wpadłaś/eś tutaj wieczorem, to spokojnego wieczorku a potem słodkich snów!