sabato 28 gennaio 2017

Łypnęło wiosną... na chwilkę.

Taki smutny w wydarzenia ten miesiąc; trzęsienie ziemi, lawina, wypadki  drogowe i tyle ofiar śmiertelnych. Nie trzeba wojny a natura i często bezmyślność człowieka powodują, że żegnamy się na zawsze nie tylko ze starszymi ludźmi. Ale dość tego, chociaż przez jeden dzień nie chcę o tym myśleć!
Kolejna sobota, dzień wolny od pracy; w końcu przestało wiać, ciut się ociepliło i zaraz przyjemniej.  Otworzyłam okno, spojrzałam w piękne lazurowe niebo... słońce już grzeje, jeszcze tak nieśmiało, ale codziennie,  coraz mocniej będzie rozdawało swoje ciepełko.
Cisza, ludzie w swoich mieszkaniach nie bardzo się kwapią, by otworzyć okna; jeszcze myślą o tych wietrznych i zimnych dniach... wychodzą, ciągle odziani na zimowo, ale po kilku krokach, rozpinają swoje hermetyczne kurtki, ściągają nakrycia głowy i przysiadają w ulicznych kafejkach, by wypić coś ciepłego, by załapać pierwsze, cieplejsze promyki słońca, by być może pośród gwaru ludzkiego zapomnieć....
Delektuję się tą ciszą, lazurowym niebem i słońcem, które swym pełnym blaskiem „pozdrowiło” mnie na chwilę i już się schowało za innym budynkiem.  A jednak ktoś się zdecydował otworzyć okno, spoglądam dookoła, ale nie wiem skąd dobiegają do mnie nuty grane na fortepianie... płynie sobie ta muzyka od jednego okna do drugiego, puka do wszystkich... obudziła tylko dotąd zaspane mewy! Zerwały się do lotu, krążą nad nami, ich krzyk wtrąca się w nutki fortepianu tworząc nowy utwór. Nawet radosny ci on! Muzyka się urywa; mewy gdzieś znikają. Tak powiedziałby ktoś kto nie zna ich miastowych zwyczajów: na pewno jeden ze sklepów rybnych wystawił coś czego nie sprzedał. A po co wyrzucać na śmietnik skoro krążą nad miastem, białe, fruwające i nieco rozwrzeszczane sprzątaczki.
Obiad; moja rodzinka najwyraźniej się przejadła i nie chce żadnego mięsa i nic ciężkiego. Przecież nie mogę zrobić sałatki caprese, bo to dobre jak jest czterdzieści stopni ciepła.  Może ich organizmy też czują, że coś w powietrzu się zmienia. Brokuły, wczoraj kupiłam takie ładne, zieloniutkie i świeże. Te zawsze są mile widziane, tylko przygotowywanie ich jest związane z mieniem dwóch sępów w kuchni, którzy mnie nie odstępują na krok do chwili aż te nie pojawią się na talerzu... oczywiście podawane z makaronem.  O 12. 15 zasiedliśmy do obiadu, nie dało się dłużej przetrzymać wygłodniałe żołądki moich bliskich.
Czy to już wiosna tutaj? Nie, na pewno nie! Coś czasem przebłyśnie w powietrzu, ale nadejdą jeszcze wiatry i to silne, nadejdzie zimno i wówczas powrócę do gotowania sporych ilości rosołu, bo moi uważają, że tylko ten ich trzyma przy zdrowiu w najgorszych warunkach pogodowych.
A póki co, cieszymy się dzisiejszą sobotą w miarę spokojną chociaż od strony Słowenii pojawiły się dziwne chmury.... chyba jednak przyćmią słońce i nadejdzie deszcz.

6 commenti:

  1. Maya
    W Polsce (pod moim niebem) idzie ku lepszemu, ale wiosna (prawdziwa) przyjdzie po 10 kwietnia. Na razie słoneczko świeci, dzień coraz dłuższy się robi. Mimo to nadal chłodno. pozdrawiam :)

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Niech nadchodzi i oby jak szybciej... dobrze, że już dni są nieco dłuższe.

      Elimina
    2. Maya
      Ja też marzę o ciepełku, ech... ale trzeba na nie poczekać :(

      Elimina
  2. Ładnie to wszystko opisałaś. Dźwięki fortepianu, mewy, ożywienie ludzi w promieniach zimowego słońca...Ostatnio i u nas była korzystna aura. Lekki mróz , zero wiatru, słońce...To zachęciło do spacerów. Choć nie wszyscy mogą spacerować, bo epidemia grypy. W wielu domach chorują po kolei wszyscy domownicy. Podobno prognozy pogodowe zapowiadają wyraźne ocieplenie, do 10 stopni na plusie. To nie jest normalne w lutym... Lubię jak zima jest zimą, niech trwa, by potem bez ociągania poszła sobie wraz ze śniegowym bałwankiem za morze. A to,że dnia przybywa bardzo mnie cieszy. Pozdrawiam Cie serdecznie

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Tak, słyszałam o grypie i oby zebrała jak najmniejsze żniwo. U mnie mówi się o jelitowej i zawsze któregoś z nas dopadała.
      Co do zimy; pamiętam te, które trwały przez okrągłe dwa miesiące i potem spokój, malutkimi kroczkami odchodziła sobie. Ostatnimi laty to nie bardzo się rozumie czy to późna jesień, czy już zima a może wczesny początek wiosny. Prawdziwy kogel - mogel.

      Elimina
  3. nie mogę się doczeka kawki na działce usiąść na słoneczku wśród zieleni i cieszyć się wiosna:)
    syn jak miał 3 dni gorączkę 39 to gdy mu lepiej się zrobiło stwierdził wszamał bym cos na ciepło bo zgłodniałem:)

    pozdrawiam serdecznie

    RispondiElimina

Dziękuję za odwiedzenie mego wirtualnego domu i podzielenie się ze mną Twoją opinią... korzystam z okazji i życzę Ci wesołego dzionka; jeżeli wpadłaś/eś tutaj wieczorem, to spokojnego wieczorku a potem słodkich snów!