martedì 5 gennaio 2016

Wspomnienie dzieciństwa.

Jakoś ostatnio mówi się tylko o polityce, bo i jest o czym mówić... a mnie naszła nostalgia za tym co było i szkoda tylko, że nie powróci... ale w naszej pamięci pozostanie na zawsze! Jak dobrze było być dzieckiem i myślało się tylko o tym by mieć wielu kolegów/koleżanek i móc się dobrze  bawić. Wieczorem zmęczeni po tak „ciężkiej” pracy usypialiśmy zadowoleni z minionego dnia.
Jeżeli urodziliście się pomiędzy 1950 i 1980 na pewno pamiętacie te czasy kiedy to:
- Samochody nie miały ani pasów ani airbagu.
- Podróżowanie na tyle odkrytej ciężarówki było wielką frajdą.
- Nikt nie zabezpieczał leków przed dziećmi; nie przystosowywał łazienki do ich wymogów ani też całego domu.
- Piło się wodę z węża ogrodowego, zamiast tej mineralnej i z butelki.
- Jazda rowerem? Nikt nawet nie pomyślał, że należy zakładać kask.
- Kaleczyliśmy się, łamaliśmy kości lub gubiliśmy zęby, ale nikt nie donosił na nas ponieważ wina była niczyja, nasza też nie.
- Dzieliliśmy się napojami, pijąc wszyscy z tej samej butelki i jakoś nikt nie umarł.
- Nie mieliśmy konsoli Playstation, Nintendo 64 i XBX.. nie mieliśmy telewizji kablowej z setką kanałów ani też komputera i smartphona, ale mieliśmy za to wielu kumpli.
- Jedliśmy wszystko: chleb, margarynę, smalec, sól... piliśmy słodkie napoje i nigdy nie mieliśmy nadwagi ponieważ ciągle się bawiliśmy i byliśmy w ruchu.
- Robiliśmy sami zabawki z papieru, patyków i drewna... by potem naśladując ówczesnych bohaterów filmowych,  unicestwiać zło i dać wygrywać dobru.
- Bawiliśmy się i jedynym wymogiem było dotrzeć do domu przed zachodem słońca. Nie mieliśmy komórek, więc nie można nas było odnaleźć. Teraz jest to nie do pomyślenia.
- Wychodziliśmy, siadaliśmy na rowery albo na piechotę zmierzaliśmy do domu naszych kumpli; oni już na nas czekali by wspólnie udać się w nasze ulubione miejsca zabaw.
- Niektórzy uczniowe byli prymusami, inni nie... i kiedy nie przechodziło się do kolejnej klasy, po prostu się ją powtarzało. Nikt nie chodził do psychologa, nikt nie cierpiał na dysleksję, mało kto miał problemy z uważaniem na lekcji lub był super niegrzecznym. Tacy najzwyczajniej dostawali klapsa od ojca i powtarzali rok.
- Życie w większości przebiegało na ulicy pomiędzy grami z kijami, kulkami, kolorowymi kredami; tworzyły się grupy by grać w piłkę i nie zawsze było się wybranym do tej, która nam odpowiadała ... bywało też, że nas nie wybrano.
- Mieliśmy wolność, upadki, sukcesy, byliśmy odpowiedzialnymi i uczyliśmy się życia.
 
Pytanie nasuwa się tylko jedno: Jak się nam udało przeżyć to wszystko?

15 commenti:

  1. Jakoś się udało, teraz żyjemy bardziej w przyśpieszonym tempie, niż bywało w tamtych latach. Kiedyś było fajnie. Można się było pospotykać i rozmawiać w cztery oczy, chodzić na prywatki, kopać piłkę (to ja). Nie to co dziś: smsy, maile... żadnych żywych kontaktów. Smutna rzeczywistość. Ale z drugiej strony wygoda, bo nie trzeba ruszać z domu tyłka, hi hi.
    Pozdrawiam cieplutko z Polski.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Mayu, wygoda tak, ale ludzie zamykają się w domach na całe 24 godziny... dzieciaki przed TV i różnego rodzaju grami wirtualnymi. Widzę tutaj na ulicy każdy wpatrzony w komórkę i gdyby wpadł do przepaści, nawet by tego nie zauważył. Technologia pędzi i my musimy wraz z nią... kiedyś nasze gry z dzieciństwa, potomkowie będą mogli oglądać tylko w muzeum... Cieszę się w tym wszystkim, że moja córka zasmakowała brudu z ulicy, że podrapała sobie kolana, że się pokaleczyła tu i tam i ganiała z dziećmi o wiele dłużej aniżeli do zachodu słońca. Teraz pannica, otoczona wirtualnym światem, wiesz co wspomina z łezką w oku? I cieszę się, że udało mi się dać jej dzieciństwo jakie powinno przeżyć każde dziecko.

      Elimina
    2. Wspomniałaś o komórce nad przepaścią... W Polsce zdarzył się taki przypadek: wpadła z mostu do rzeki. Masz rację pisząc o tym, że potomkowie będą oglądać jedynie w muzeum...O ile takie muzeum zaistnieje.
      Na pewno wspomina stare, dobre czasy. Jak Ty, czy ja. Nic tak nie scala ludzi jak rozmowy, śmiechy, a nawet krzyki w realu.
      Cieplutko pozdrawiam :)

      Elimina
  2. "Radość najpiękniejszych lat" i pewność, że zawsze tak będzie...
    Wymienione przez Ciebie roczniki często z podobną nostalgią wspominają tamte piękne czasy bez depresji za to ze śniegiem na święta. Czym zasłużyliśmy sobie na takie dzieciństwo i młodość? Jak bardzo mi żal, że moje wnuki takiej beztroski nie zaznają, takiej życzliwości ze strony kolegów itd. Pozdrawiam noworocznie- bogumiła roczn. 60. :)

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Bogusiu, dziękuję, że wpadłaś do mnie i nie wiem jak mam Ciebie odszukać.
      było inaczej, ludzie bardziej życzliwi, dzieciaki mnie przywiązywały wagę ten biedny a ten bogaty.. jakoś to wszystko było bardziej "wspólne". I gdy chodziło o zabawę patrzyło się na to by było nas jak najwięcej. Przeszło, minęło, nie powróci... i szkoda tylko tych co przyjdą po nas i doświadczą już zupełnie czegoś innego (oby niczego gorszego).
      Bogusiu i Tobie najlepszego z Nowym Rokiem.

      Elimina
  3. Też mi brak instytucji podwórka, dwóch starszych potomków jeszcze się załapało, najmłodszy już nie. Widać różnicę, szczególnie w umiejętnościach nawiązywania relacji osobistych z ludźmi.
    Świat gna do przodu, a może do tyłu sama nie wiem.
    Pozdrawiam.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Też się zastanawiałam czy świat pędząc tak do przodu, w rzeczywistości może wraca do tyłu, ale jeszcze chyba się nad tym nikt nie zastanawia. Podwórko, ej podwórko. Zauważyłam tutaj u mnie, że jak przedtem wszystko betonowano i zabierano pod budowę, tak teraz co nowe musi mieć plac do zabaw i cieszy fakt, że widać na nich coraz więcej nie tylko dzieci, ale także sporo młodzieży.

      Elimina
  4. Moje dzieci, na szczęście, też doznawały dobrodziejstwa "dzikiego" życia. Wychowały sie na wsi(no trochę na skraju miasta) i przeszły wszystkie e4tapy rozwojowe. od zbieractwa, przez budowanie szałasów, po myślistwo. Przed telewizorem siedziały mało, za to namiętnie słuchały płyt z bajkami. Jeździły po wertepach na rowerach, pływały w stawie, zdzierały kolana i łokcie łażąc po drzewach.I syn, i córka zaliczyli żłobek, potem przedszkole, a potem wiejskie i miejskie szkoły. Przeżyły całą edukacje bez uszczerbku. Udało ich się wychować na niewydelikaconych ludzi. Szczerze mówiąc, mnie wychowanej '"w dziczy" na myśl nie przychodził inny model wychowania. Ciepło, ale bez mamlasowatości.
    Patrzę, jak mój syn wychowuje swojego małego syna. W podobny sposób. Będzie następny "nie do zabicia"

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Czytałam jak przeżyły dzieciństwo Twoje dzieci i się uśmiechałam widząc tam siebie. Jedni krytykują wieś, inni ją chwalą, ale na bezpośredni kontakt z naturą i to codziennie nie widzę lepszego miejsca. też jestem z "dziczy" i cieszę się, że mogłam jej posmakować; moja córka mieszczuch, ale woziłam ją na wieś, do Polski by posmakowała innego życia, no i oczywiście zaprzyjaźniła się z kulturą kraju matki.

      Elimina
  5. Moja wnuczka by chyba nie dała rady żyć w tym naszym dawnym świecie....ale jakże było nam łatwiej, pomimo.....

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Myślę, że dałaby radę. Mieszkam w mieście, córka zawsze miała sterylne warunki ze względu na to, że jest wcześniakiem i jak dobrze, że mogłam jej co roku zapewnić 3 - miesięczne wakacje na polskiej wsi, zabawy z tamtejszymi dziećmi, przechodzenie przez płoty, wchodzenie na drzewa, paplanie się w błocie itd. itd... dzisiaj jest zdrową i silną dziewczyną.

      Elimina
  6. Grażynko, nie mam bloga ale u Ciebie bardzo mi się podoba :) Chętnie odwiedziłabym też Twój drugi blog, ale nie widzę tu adresu, daj proszę namiar. U nas biało, śnieg jest potrzebny bo poziomy wód tragiczne, a jak znowu ostre mrozy bez śniegu to wymraża zboża. Miejmy nadzieję, że nie będzie najgorzej w temacie aury ;) Pozdrowionka- bogumiła

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Bogusu, drugi blog jeszcze nie funkcjonuje. Przestałam pisać te moje opowiadanka i musiałam go zamknąć by nie świecił pustkami. Istnieje i może zdobędę się na to by go uruchomić ponownie.
      Zima bez śniegu to nie zima.. zboża powymarzają, pamiętam takie zimy gdzie pola wiosną świeciły pustkami.
      Pozdrawiam serdecznie Bogusiu, z Triestu gdzie nie ma mrozu ale pada i pada... czekamy na spadek temperatury i oby tylko z nią nie nadszedł nasz lokalny, silny wiatr osiągający nawet 200 km/ godz.

      Elimina
  7. Grażynko - pamiętam te czasy i mile wspominam. Mieszkaliśmy w dużej szkole na wsi - Ojciec był dyr. Mama nauczycielką, mieszkanie jeszcze przedwojenne - nieco ponad 100 m^2 na 6 osób (mam 3 młodsze siostry). Piękne otoczenie - duże boisko, wokół drzewa - lipy. Także do tego spory sad owocowy... Zdrowe otoczenie - praktycznie bez spalin samochodowych, dużo sportu - zawsze jakaś piłka była w domu i koledzy do zabawy. Na motocyklu zacząłem jeździć mając 12 lat. W zimie łyżwy, hokej, narty, kuligi... Pewnie moja praca belfra - oprócz matematyki, informatyki - turystyka z młodzieżą, była kontynuacją. Przez te lata (do dzisiaj) nie miałem żadnych większych chorób i bez zwolnień lekarskich (aż się w ZUS zdziwiono, gdy postanowiłem zostać... emerytem). W minionym roku komisje wyborcze przyglądały mi się uważnie, czy aby nie głosuję za kogoś innego... A to tylko: zdrowe jedzenie, powietrze, woda, muzyka, uśmiech, harcerstwo... i już - cały sekret. ;-)

    Pozdrawiam serdecznie

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Wiesz jak się to czyta, to aż żal, że odeszło, przeminęło... i jakoś byliśmy zdrowsi jak zresztą piszesz, milsi i zapaleni do wspólnej zabawy. Poobijani, podrapani, często bardzo zmęczeni, ale kolejny dzień był podobny do minionego... byliśmy zawsze młodymi i chyba coś nam z tego pozostało do dziś; dziwili się w Zus-ie i mieli rację.

      Elimina

Dziękuję za odwiedzenie mego wirtualnego domu i podzielenie się ze mną Twoją opinią... korzystam z okazji i życzę Ci wesołego dzionka; jeżeli wpadłaś/eś tutaj wieczorem, to spokojnego wieczorku a potem słodkich snów!