venerdì 6 marzo 2015

Mój 8 marzec... święto kobiet.

Szczerze powiedziawszy nie potrafię żyć tym świętem. Idąc przez miasto wszędzie dominuje kolor żółty – królową tego dnia we Włoszech jest mimoza.  W domu jest nas dwie istoty płci żeńskiej i co roku nasza jedyna istota płci męskiej obdarowywuje nas tymi kwiatami...
Potem nasze mimozy pozostają długo w wazonie i bez wody, bo ją mają czy nie, zawsze są takie same... nawet świeżo ścięte, robią na mnie wrażenie kwiatu zasuszonego... i zapach też taki nijaki.
Oczywiście obie z córką się cieszymy, że nasz pan pamięta, że czci ten dzień, ale my kochamy kolory wiosny i jej zapachy. Jesteśmy niemal pewne, że tym razem mimoza nie zagości w naszym domu... delikatnie dałyśmy do zrozumienia naszej męskiej istocie, że widziałyśmy place niemal wyścielone kolorowymi prymulkami, że tak to cudownie wygląda, że tak kolorowo, że żółta mimoza „siada” przy tak bogatej gamie kolorów.
Panie z mego środowiska już od miesiąca robią plany jak i gdzie się zabawią... ja też powinnam dołączyć do tego grona, ale spektakle z belly dance z czasem stają się nudne, tym bardziej, że córka też uprawia tę formę tańca... jakiś męski striptease??? Hmmm... nie potrafię się bawić widząc pięciu panów zdzierających  z siebie koszule; patrzę na ich muskuły naszpikowane sterydami i cały czas się zastanawiam kiedy eksplodują. Oczywiście doceniam miesiące ich pracy i myślę, że to też w pewnym sensie jest artyzm... no to zdecydowałam się: pójdę do teatru!
Najgorszy jest potem dzień kolejny, gdy wszystko wraca „do normy”... gdy ona dźwiga ciężką torbę z zakupami, gdy pędzi by zdążyć odebrać dzieci ze szkoły, gdy myśli o tym jak szef się wyżył na niej w pracy i wieczorem w jakim stanie powróci mąż do domu.... wczoraj było jej święto. Nie rozumiem dlaczego dzisiaj ono już być nie może?
Na pewno nie jestem jedyną kobietą, która 8 marca obchodzi 365 dni... nie było tak zawsze... ale myślę, że rodzina to też artyzm... uczyłam się długo, nadal to robię i na pewno nigdy nie przestanę.

7 commenti:

  1. Kiedyś, kiedy jeszcze pracowałam zawodowo na państwowym, to święto męczyło mnie i bardzo się cieszyłam, kiedy wypadało w dni wolne. Zawsze od tamtego męża i od ojca otrzymywałam po jednym tulipanie. A wiesz, jakie te tulipany były- przyklapnięte , bo pędzone. Nadrabiałam miną, dziękowałam, ale już wtedy miałam świadomość, że to wszystko do bani. Kwiatek w łapę i odbębnione. Np. tamten mąż rzadko kiedy robił mi herbatę. ten codziennie:) I to jest dla mnie Dzień Kobiet:) Oczywiście to wielki skrót, ale wiesz, o co chodzi.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Tak Jaskółko, wiem doskonale o co chodzi... masz to święto niemal codziennie i tak powinno być. Pamiętam czasy kiedy w pracy darowano nam po tulipanie, ale jeżeli się nie mylę dołączano do tego jakieś rajstopy co to przy pierwszym ubieraniu puszczały masę oczek - tyle było z nich pociechy... no, ale dano i odbębniono.

      Elimina
  2. Zgadzam się z Tobą, rodzina to ciągła praca nad uczuciami, relacjami i zafanie. Bez chęci z obu stron do współpracy Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn nie będzie miał szans trwać przez 365 dni w roku... :)

    Ostatnio słyszałam pewną piosenkę, której słowa pięknie pasują do tego co napisałaś; spróbuję je zacytować; Związek to pracochłonne ognisko
    miłość choć przepali wszystko, niepielęgnowana zamienia się w popiół...

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)))

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Napisałaś tak pięknie i do tego zacytowałaś słowa piosenki, że pozostaje mi tylko dalej trwać w wirze pracy i pielęgnacji tego co dotąd zostało zbudowane...

      Elimina
  3. W Polsce dopiero jutro dzień kobiet. Nie, nie oczekuję od nikogo kwiatów. Rzadko je dostawałam, więc przywykłam. Ale Tobie wyślę najlepsze życzenia, wszak sama jestem kobietą :)))
    Pozdrawiam.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Mayu tutaj też jutro dzień kobiet, ale mówi się o nim zawsze kilka dni wcześniej; przynajmniej ci co zarabiają na kwiatach przygotowywują się z wielkim wyprzedzeniem. Ja też nie czekam na kwiaty, chociaż wiem, że będą... w końcu to nie one są najważniejsze, ale małe gesty, chwile poświęcone Tobie przez pozostałe dni roku. Jesteś tutaj z nami na blogerze i chociaż to tylko świat wirtualny, ale odwiedzamy się i czytamy... żałuję tylko, że nie można sobie podarować kwiatów tych prawdziwych, bo na pewno pobiegłabym z nimi do Ciebie...

      Elimina
    2. :))) wierzę Ci. Ja myślałam, że u Ciebie to święto jest dzień wcześniej.
      Nie dostałam kwiatów. Nic nie otrzymałam, asle nie narzekam.
      Pozdrawiam :)

      Elimina

Dziękuję za odwiedzenie mego wirtualnego domu i podzielenie się ze mną Twoją opinią... korzystam z okazji i życzę Ci wesołego dzionka; jeżeli wpadłaś/eś tutaj wieczorem, to spokojnego wieczorku a potem słodkich snów!