domenica 12 febbraio 2012

... Bora się nie poddaje!

11 luty, godzina 4.00 - wielki huk za oknem! Największy śpioch przy takim uderzeniu się zrywa i nie wie w pierwszej chwili co się dzieje. Potem czujesz wibrowanie domu; pierwsza myśl: trzęsienie ziemi, które tutaj jest zjawiskiem normalnym. Spoglądasz za okno, ciemno, niewiele widać, tylko słychać przeraźliwy świst wiatru. Wpada córka do sypialni, wystraszona, jeszcze nie spała, bo uczyła się długo... coś po drugiej stronie domu uderzyło z potworną siłą. Wyglądasz przez okno a tam jedna, wielka, szara plama. Pokrycie dachu?! Czyje? Nasz jest jeszcze nowy, ale ktoś z mieszkańców domu, twierdzi, że to nasz!
Noc, ciemno, lekko panikujesz, za oknem widzisz fioletowe błyski - myślisz: do szczęścia tylko burzy potrzeba!
Powoli wszyscy przytomnieją i docierają coraz to nowe wieści: pojawiają się strażacy, ulica zablokowana... nie możesz otworzyć okiennic od kuchni, coś je trzyma, blokuje. Boisz się by nie stało się coś z gazem, bo wiesz, że na zewnątrz strasznie zimno... a w domu takie miłe ciepełko.
Nareszcie dojeżdżają strażacy... okazuje się, że pokrycie dachu z domu stojącego od twego 100 m, leciało niesione wiatrem i się zatrzymało: część na dachu twego budynku, część spadła na taras zrywając spory konar drzewa (znajduje się takie pomiędzy budynkami), który blokuje otwarcie okiennic... taras gdzie miałaś tyle kwiatów, gdzie zawsze suszyłaś pranie, gdzie... spadające ciągle cegły niszczą co spotkają na swej drodze. Strach się położyć, ale jesteś zmęczona... kolejne trzęsienie domem, spada dalsza część dachu, anteny TV wiszą sobie jak bańki na choince, samochody zaparkowane na ulicy wytrzymały, ale uszkodzenia są spore. Już wiesz, że te fioletowe błyski to nie burza, coś porozrywało przewody elektryczne i też wiszą jak anteny!
Nadal wieje... może nieco mniej... wczoraj wieczorem jeszcze 130 km/godz. i słyszałaś jak leciały cegły na taras... teraz jest jakby nieco lepiej, ale kolejna noc z wiatrem. Chodzisz spać, ale strach śpi wraz z tobą.
Jeżdżące śmietniki, gdy wieje bora, są zjawiskiem niemal normalnym!
Samochody pokryte wszelkiego rodzaju kolumnami.
 Powalone mury budynków spoczywające na dachach.
Autobusy i śmietniki odstawiają zawody: kto szybciej?
Taras, którego nie potrafię rozpoznać. W tym dniu, bora dochodziła
do 180 km/ godzinę.

20 commenti:

  1. to jest nie do wyobrażenia!Pamiętam huragan Kirył w 2007 roku przeszedł całą Europę. Przeżyłam to bardzo.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Ivonko gdy szedł ten huragan, moja córka dzwoniła właśnie z budki telefonicznej z Niemiec. Mówiła, że taki straszny wiatr itd. itd. Zaraz potem jechała do Francji i dowiedziała się o wszystkim... myśmy tutaj truchleli czy dotrze cała i zdrowa.

      Elimina
  2. O raaany!!!...jeszcze czegoś podobnego na własne oczy nie widziałam.Owszem czytam o huraganach nawiedzających różne części Europy.Widziałam niesamowite zniszczenia po trąbie powietrznej ,która przeszłą przez Polskę...ale ta wydaje mi się trwa jakąś chwilę ,krótki moment.Ten Bora wiejący u Ciebie jest juz kilka dni ..wnioskuję to po wpisie niżej....dlatego myślę ,że jest niezwykle uciążliwy i z tego co widać na zamieszczonych fotkach ,niszczący wszystko co stoi mu na przeszkodzie.Potrafi jeszcze rzucać ciężkimi przedmiotami we wszystkie strony.Trzymaj się kochana wszystkiego co stabilne i nie da się wyrwać.

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Marysiu, dookoła mnie wygląda jak po pobojowisku... już się zdzwaniają administratorzy budynków by to wszystko uprzątnąć. Widzę strażaków sprawdzających dachy... tym razem bora męczyła nas tutaj przez 15 dni. Oczywiście budynki są budowane tak, by dostosować je do jej mocy, ale gdy wieje tak długo i z taką siłą, coś zawsze nie wytrzyma. Tym razem była to jak wielka i strasznie głośna turbina nie przestająca wiać - ja zaczynałam mieć obsesję na punkcie właśnie tego szumu. Dzisiaj tego nie słychać, wszystko przycichło i nie masz pojęcia jaki to luksus dla psychiki człowieka... jeszcze żeby to wszystko jak najszybciej zniknęło. I na siłę otworzyliśmy okienniec - widzę tak naprawdę dopiero teraz co tutaj ten wiatr przyniósł. Mego ogródka już chyba nie będzie, ale glicynia ocalała i to chyba dobry znak!

      Elimina
    2. Myślałem Grażynko, że o wietrze Bora wiedziałem już dużo. Czytałem nieco, oglądałem filmy, owszem zrobiło wrażenie, jako uciążliwe kaprysy aury, które utrudniają życie w mieście. Teraz na podstawie Twego opisu, po obejrzeniu zdjęć, po naszych rozmowach to, co przeżyłaś ostatnio dostrzegam, że nie jest to zwykłym utrudnieniem życia, ale poważnym jego zagrożeniem. Jeśli we własnym domu nie można czuć się bezpiecznie, bo dach się zawali, za oknem spadają cegły, wyobrażam sobie co w takich chwilach przeżywasz. Miewam również sztormowe pogody, kiedy dmucha dziesiątka…, ale zawsze w domu czuję się bezpiecznie, co najwyżej zabraknie w nim prądu… Piętnaście dni, to chyba był jej maraton tym razem. Na szczęście, na najbliższe dni zapowiadają powrót do normalności siły wiatru, przynajmniej tak podają na polskich stronach dla tego regionu…
      Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się cieplutko Grażynko… -Mimo wszystko urok tego miejsca pozostanie zawsze!

      Elimina
    3. Januszu, dzisiaj wyszłam z domu bo już bezpieczniej... wygląda wszystko nieciekawie. Obejrzałam sobie dom z którego poleciał dach, wygląda dużo lepiej aniżeli mój od strony tarasu. Za dwa dni naprawiają nasz dach, bo poleciało tam sporo dachówek i jeszcze leży na nim wielki płat czegoś. O antenach nie wspomnę, zdejmowano je i wyrzucano. Na ulicy dookoła wielki bałagan i brud. Na zewnątrz czuje się te minione dni, jest nieprzyjemnie. Nie wiem ile potrwa usuwanie tego wszystkiego, bo jest sporo poza mym tarasem. Myślałam, że innym się nie dostało, dopóki nie zobaczyłam kolejnych zdjęć - lepiej ich nie oglądać. Urok miejsca powróci, bo muszą to wszystko teraz uprzątnąć i naprawić.

      Elimina
  3. Grażynko już za chwilę wiosna zapuka do twych drzwi,uśmiechniesz się pobiegniesz nad morze i powiesz sobie lato ach lato

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Krysiu dziękuję Ci za te słowa, u mnie w tej chwili już jest piękne słońce, ale obraz za oknem brzydki. Jeszcze wszystko leży, brudno i codziennie odkrywamy nowe zniszczenia. W czwartek zaczynają naprawę dachu, chociaż jest nowym, ale zniszczony strasznie. Myślę, że powoli wszystko wypięknieje, ale już nie będę trzymała żadnych kwiatów na tarasie - mam dość!

      Elimina
    2. Oj, jej, Grażynko.U mnie bora są nieco łaskawsze jednak.Serdeczności.

      Elimina
    3. Dobrochno, myślę, że są łaskawsze, bo w kraju to huragany, które mają swój limit czasowy, tutaj limitu nie ma. Rozmawiałam z mistrzem murarskim z Polski, wiedział co się u mnie stało i powiedział tylko, że gdyby tak wiało w kraju jak u mnie, wiele dachów i to nowych poleciałoby w świat, bo są inaczej robione aniżeli u mnie.

      Elimina
  4. Ja pierwszy raz słyszę o Bora. To znaczy drugi bo tu U ciebie raz byłem.
    Na pewno strach jest zasnąć. My kiedyś na Mazurach z rodzinką schowaliśmy się do ceglanego domu naszej gospodyni, bo trąba powietrzna nadchodziła. Ale minęła nas. Ale się strachu najedliśmy.
    Potem oglądaliśmy powalone lasy jak zapałki. Okolice Giżycka i Kruklanek.
    Holendrzy pracowity naród. Żyjący dla siebie nie na pokaz.
    Wydzierają morzu ląd........ Podziwiam ich i szanuję za pracowitość.
    Pozdrawiam z zaśnieżonej Warszawy.
    Vojtek

    RispondiElimina
    Risposte
    1. No widzisz Vojtku, znasz siłę wiatru i wcale to nie jest przyjemne. W tej chwili naprawiają dach w moim budynku i sami robotnicy są przerażeni co na nim znaleźli - widzę sporo ciekawych rzeczy na tarasie. Jutro to ma zniknąć... i oby kolejna bora nie nawiedziła nas tutaj z podobną siłą.

      Elimina
    2. Życzę Ci i Wam lżejszej Bory. W Warszawie czasem tylko łamie drzewa.
      Tak tam policji było chyba więcej. Mnie jedna koleżanka się spytała czy w Polsce szykuje się nowy stan wojenny.
      Ja uczestniczyłem w manifestacjach za komuny. I te dzisiejsze mi to przypominają.
      Jestem w wehikule czasu:)
      Jeśli za bardzo będą przekręcali naszą forsę to za karę zostaną jakimiś ambasadorami albo urzędnikami w UE. Tak się karze "swoich"
      Pozdrawiam Vojtek nie "swój"

      Elimina
  5. To dopiero jest kataklizm.
    Dobrze, że nikomu się nic nie stało.
    Na nas idzie jakiś huragan atlantycki.
    W przeciwieństwie do bora ma być mokry.
    Najbardziej będzie odczuwalny nad morzem i w górach.
    Ciśnienie ma gwałtownie spaść o około 20 hPa.
    Dobrze, że u Was już się uspokoiło.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:))

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Tak Jolu, tak długo jak wisiał ten wpis i poprzedni, tak długo wiał ten silny wiatr. Dzisiaj sprzątnięto cały brud i tonaż z tarasu. Jeszcze pozostało coś do zrobienia na dachu, ale widać słońce i wokół nas. Na szczęście nic się nikomu nie stało, ale ofiary są, szczególnie osoby starsze.

      Elimina
  6. Nie chciałbym przeżywać takiej wściekłej pogody.Nie ma czego pozazdrościć.Podziwiam ludzi,którzy ścigają trąby powietrzne.Pozdrawiam

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Ja też podziwiam takich ścigających. W tej chwili trwa u mnie wielkie sprzątanie przed kolejnym atakiem tego wiatru: na pewno dotrze w marcu i miejmy nadzieję, że nie z taką siłą.

      Elimina
  7. Faktycznie, przerażające są żywioły, ten bora to tak cyklicznie?

    RispondiElimina
    Risposte
    1. Zastanawiam się czy bora to ona czy on, ale nieważne. To jest wiatr, który regularnie nawiedza ten region, ale nie zawsze z podobną siłą. Faktem jest, że zawsze sporo nawywija... tym razem był silny i do tego marzło wszystko pod jego wpływem. Latem jest mile widzianym by przegonić nieco upały i pozamiatać ulice i nikt nie myśli wówczas o szkodach, bo daje nieco wytchnienia przy wysokich temperaturach.

      Elimina

Dziękuję za odwiedzenie mego wirtualnego domu i podzielenie się ze mną Twoją opinią... korzystam z okazji i życzę Ci wesołego dzionka; jeżeli wpadłaś/eś tutaj wieczorem, to spokojnego wieczorku a potem słodkich snów!